Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miami. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 września 2016

Miami w październikowych "Podróżach"

W październikowym numerze "Podróży" artykuł Bartka o Miami z moimi zdjęciami. Prócz niego jeszcze nasz kulturalny Lublin i moja turystyczna Tunezja. Zapraszam do lektury!

wtorek, 15 marca 2016

Bicepsy, pośladki i inne części ciała, czyli impreza w Miami

W Stanach właśnie trwa spring break – wolne dni, które studenci amerykańskich uczelni zgodnie z akademicką tradycją balują. Poszczególne amerykańskie uczelnie mają ferie w różnych terminach, ale najpopularniejsze miejsce ich spędzania nie zmieniają się - musi być plaża. Miami, miesiąc temu wręcz senne, teraz zamieniło się w wielką imprezę. Na ulicach i nad wodą widać stłoczone biusty, pośladki, bicepsy i gołe klaty. Wymyślnie wycięte kostiumy, szalone fryzury i dodatki rodem z lat 80-tych. Skóra świeci w słońcu, hip hop rządzi plażą – wszystko jak w teledyskach.




Mogłabym godzinami przyglądać się tłumowi na plaży. Dwa popołudnia spędziłam fotografując ludzi w trakcie gorączkowej zabawy. Jedyna kompletnie ubrana, jedyna biała, jedyna z aparatem – o wtopieniu się w otoczenie nie było mowy. Większość osób nie zwracała na mnie uwagi, chociaż dziewczyny patrzyły czasem krzywo. Chłopaki chętniej pozowali albo prosili, żeby zrobić im zdjęcie. Nie skradałam się, nie chowałam i nie fotografowałam z brzucha, ale też nie pytałam o pozwolenie. Chciałam się zmierzyć z akcją. Raz nawet zapomniałam, że boję się tłumu i kiedy ogromna zbita grupa porwała kogoś na ręce i zafalowała niebezpiecznie, byłam bliska paniki.



Miałam za mało czasu na wszystko, zbyt zaaferowana fotografowaniem nawet z nikim dłużej nie pogadałam. A robienie zdjęć było trudne, wszystko działo się strasznie szybko, impreza nie miała żadnej struktury - jakiegoś didżeja czy kaowca. Gdzieś ktoś zaczynał tańczyć, inni się przyłączali, a minutę później cała akcja przenosiła się na drugi koniec imprezy. Do tego tłum był miejscami bardzo zbity, a ja nie do końca panowałam nad tym, co znajduje się w moim kadrze. Wszystkie zdjęcia robiłam szerokim kątem, niektóre są lekko kadrowane. Żałuję, że nie mogłam tam spędzić tygodnia, ale z drugiej strony to zrujnowałoby mój budżet – ceny w czasie spring break w Miami są równie szalone, jak fryzury niektórych dziewczyn.


Kiedy tak patrzyłam zafascynowana na tę rzeczywistość, która wyglądała jak przeniesiona jeden do jednego z teledysków hip-hopowych, zastanawiałam się, czy natknęłam się kiedykolwiek na jakieś streetowe zdjęcie ze spring break i żadnego nie kojarzę. Może dla amerykańskich fotografów to zbyt oczywiste i opatrzone? Znacie jakieś dobre zdjęcia ze spring break?



Tak swoją drogą, to ciekawe, że tak nas kręci, kiedy okazuje się, że realny świat wygląda dokładnie tak samo, jak ten w obrazach – w filmach czy teledyskach. Kiedy oglądałam „Spring Breakers”, dziwny, oniryczno-rozedrgany film Harmony Korine’a, wydawało mi się, że ten ociekający seksem (w filmie też przemocą) świat amerykańskich studentów, to taka wizja artystyczna. Na plaży w Miami przekonałam się, że niekoniecznie, a przecież i tak nie widziałam nocnej kulminacji tych imprez.


Przed zmierzchem na plażę wjechali policjanci na ogromnych quadach. Żadnego "dzień dobry, proszę się rozejść", tylko od razu syreny i wjeżdżanie w tłum. Tłum się opierał, odgrażał, prowokował i podejmował negocjacje. Policjanci cierpliwie pozwalali robić sobie zdjęcia i wspólne selfie, ale byli nieugięci. I skuteczni, po 20 minutach na plaży były już tylko ptaki rozdziobujące pozostałości po imprezie. Za krajobraz po bitwie, oprócz mew, szybko zabrały się służby porządkowe. Na noc plażę zamknięto i postawiono straże.


Dlaczego tu jest tak dużo tych fucking birds? - zagadała do mnie jakaś dziewczyna. Widocznie wyglądałam, na taką, co będzie wiedziała - It's fucking crazy!


P.S. Mody, jak wiadomo, są nieubłagane i często zbijające z tropu. W Miami rządzą właśnie skarpetki i klapki. Chłopaki chodzą tak na plażę i do klubów nocnych. Dziewczyny wyglądają jak milion dolarów, a oni mają na nogach to:

poniedziałek, 15 lutego 2016

Nagość po amerykańsku

Kabaretki, bokserki, gorsety, biustonosze - i obowiązkowo para adidasów, choć widzieliśmy też kilka zawodniczek w butach na obcasie. Na metę dotarli wszyscy, bo w Cupid's Undie Run w Miami do pokonania była tylko nieco ponad mila, a nikt nie zawracał sobie głowy mierzeniem czasu. W przeddzień walentynek w dzielnicy Wynwood odbył się bieg w bieliźnie. To zobowiązuje - na ulicach pojawiły się rozebrane kobiety. Większość była najbardziej ubranymi rozebranymi kobietami, jakie widziałam. Niektóre nie miały odsłoniętego nawet skrawka ciała, choć był upał, inne były nieco odważniejsze. Byli też półnadzy mężczyźni. Przy okazji walentynek uświadomiłam sobie jedną dziwną rzecz - przez parę dni w Miami nie widziałam ani jednej pary, która by się całowała lub okazywała sobie czułość w jakiś bardziej spektakularny sposób. Na niebie pojawił się za to samolot z oświadczynami - widocznie pewne rzeczy wypada robić publicznie, a innych nie wypada.